Dodano: czwartek, 30.grudnia.2010, 11:42
Autorka; Phoenixa
Skomentuj: Komentarze (1), Dodaj
W deszczową noc troje podróżnych wracających z udanej misji. Nie była trudna, polegająca na przekazaniu ważnego telegramu. W lesie słuchać było odgłosy końskich kopyt. Dwoje młodych adeptów, którzy dopiero uczyli się w szkole dla magików.
Szkoła powstała po to by kontrolować ilość ludzi znających się na praktykowaniu czarów. W przeszłości czarnoksiężnicy stali się sprawką wielu konfliktów i wojen. Każdy kto posiada magiczne zdolności, jego obowiązkiem jest zgłoszenie się, jeśli tego nie zrobi jest automatycznie przestępcą, który chce wykorzystać swe moce do upadku króla i kraju. Takich skazywano na śmierć.
Moce mogą ujawnić się w każdej chwili życia człowieka – czasami jest widoczna od razu po urodzeniu, a czasami ujawnia się dopiero na starość.
Młodszy o dwa lata– Pablo Evans – niespecjalnie silny, w nauce nie jest ani prymusem, ale równocześnie nigdy nie znajduje się na końcu. Nieśmiały chłopak o blond włosach krótko ściętych, oczach niczym błękitne niebo – niejedna już w szkole potajemnie zerkała na niego, lecz Pablo w obecności kobiet czuje się nieswojo, przez co nie potrafi powiedzieć ani słowa. Bardzo wrażliwy na krzywdę innych.
Natomiast Dagmar Tudor, zawsze wiedział jak postępować z kobietami, zdaje sobie sprawę ze swej urody. Brunet o zielonych oczach. Silny czarodziej, dobrze się zapowiadający. Nigdy jednak nie przejmuje się drugą osoba, a zwłaszcza swym kompanem Pablo, który traktuje jak śmiecia.
Dwie różne osobowości a jednak łączyło ich jedno – zawsze szanowali swojego mistrza – Makan’a Walker’a. Zawsze tajemniczy, ale bardzo wymagający człowiek. W swym fachu był niemal najlepszy. Na wszystkim się znał, potrafił wiele. Nic jednak o nim dokładnie nie wiedzieli, mimo iż znają się prawie pół roku.
Pamietali jak pierwszy raz go zobaczyli. Potargana peleryna, którą nosi po dzisiejszy dzień, ale kiedy spojrzeli w jego oczy ujrzeli oczy ślepca.
-Jak ślepiec może nas uczyć?! – nie wytrzymał wtedy Dagmar, po chwili już leżał pokonany na ziemi.
-Nie należy za pierwszym razem oceniać sił przeciwnika, bo może być mylące.
I rzeczywiście miał racje, widział wszystko najlepiej. Potrafił wieczorem iść do stajni gdzie panowała ciemność i wyciągnąć za pierwszą próbą igłę ze stosu siana.
Doszli do wniosku, że po prostu urodził się z takimi niebarwnymi oczami, ale nie oznacza to wcale, że nic nie widzi.
-Tam jest jakieś miasto – powiedział ich mistrz wskazując kierunek, z daleka było w widać zapalone świeczki w oknach.
Kiedy dotarli, znaleźli jakąś noclegownie z karczmą na dole.
-Witamy was – przywitał gospodarz i zaprosił do środka.
-A kto zajmie się naszymi końmi? – spytał się Pablo
-Nie martw się chłopcze, wasze wierzchowce dostana tyle słomy ile zdołają zjeść.
-No no Hans, tylko nie za wiele bo nie będą ciebie chciały opuścić – zażartował mistrz.
Okazało się ,że Makan zna dobrze tutejszego gospodarza.
W środku śpiewano, grano nawet ci co utrzymywali się jeszcze na nogach tańczyli.
Siedzieli przy stoliku obok gospodarza.
Dawni przyjaciele rozmawiali o dawnych sprawach.
Dagmar natomiast szukał wzrokiem atrakcyjnej dziewczyny, niestety zawiódł się, wszędzie były kobiety dużo starsze od niego a do tego niezbyt ładne. Kiedy nagle drzwi do gospody otworzyły się i do środka weszły dwie zakapturzone postacie, całe mokre.
Pierwszy ściągnął płaszcz i powiesił na krześle. Natomiast druga osoba zasiadła od razu przy drewnianym stole, tak aby nie rzycać się w oko i zasłoniła bardziej twarz.
Rozmawiali ze sobą bardzo cicho.
- Kim oni są ? – spytał się Makan gospodarza.
- Za bardzo to nie wiem. Są u nas od wczoraj. Strasznie dziwni. A co tak nagle się o nich spytałeś?
-Wyczuwam silną moc, kiedy weszli do środka – rzekł szeptem.
-Naprawdę? – zdziwił się Dogmar – On niego silna moc, nie wyglądają na kogoś , kto by znał się na czarach.
-Od kąd tu są nic dziwnego nie zrobili. – rzekł Hans – Jedyne co mnie dziwi, że sypiają razem w jednej sypialni z pojedynczym łóżkiem.
Pablo poczuł, że za chwile zwymiotuje, tych dwoje razem, a na dodatek w jednym łóżku. Słyszał kiedyś o takich przypadkach, ale sądził że to tylko takie głupie gadanie.
-Jak to tłumaczą? – rzucił szybko Dogmar
- Weston , to ten który ma odkrytą twarz twierdzi, że nie stać ich na nic więcej. Nie mam pojęcia jak mieszczą się na jednym posłaniu, albo jedno śpi na podłodze. Tego to ja nie wiem. Co się dzieje?
Nagle było słuchać jąkać kłótnie. Dochodziło właśnie z tamtej strony. Jakiś pijak o dość masywnej posturze podszedł do omawianej pary.
-Nie chce sły chać, odmowy. Zatańczysz czy tego chcesz czy nie . A potem się zabawimy.
-Daj spokój i lepiej odejść. Nie wiesz co mówisz– wtrącił się Weston
-Ja już swoje dobrze wiem. Nie dziwie się ,że nie chcesz się dzielić. Ale to nie po koleżeńsku
-My nie jesteśmy kolegami, i nie musze się niczym dzielić. To ona decyduje o sobie.
-Daj spokój! – wtedy pijak przywalił Westonowi w twarz, aż zatoczył się i upadł.
-West!
-Nie krzycz tylko chodź – zapijaczony złapał za nadgarstek, wtedy kaptur zsunął się, odsłaniając długie rude włosy.
-To kobieta! – zdziwił się Pablo. Dogmar również i dodał:- I do tego jaka piękna.
-Puszczaj! – krzyczała.
Jednak ten, ani zamierzał.
-Takimi zalotami na pewno nie zdobędziesz miłości damy – powiedział ostrym tonem Makan.
Wtedy napastnik zaczął krzyczeć i uciekać:
-Zabierzcie te pająki!
Był tak nie ostrożny i spanikowany, że rzucał się na podłogę. Zupełnie jakby coś go oplotło.
Uderzył głową o podłogę i stracił przytomność.
Pablo i Dogmar poparzyli na siebie.
-Hipnoza.
Gospodarz podszedł do czarnoksiężnika i podziękował mu:
- Nie wiem ci dziękować, sam bym próbował coś z nim zrobić, ale widzisz jaki ja jestem mały.
Kiedy Makan odwrócił się. Młoda dziewczyna pomagała wstać swemu przyjacielowi, a ust lała mu się krew
-Chodź na górę trzeba to opatrzyć.
Kiedy szli, stanął przed nią Dogmar z uśmiechem:
-Mogę pomóc, znam się trochu na leczeniu czara...
-Nie Nie potrzeba! – powiedziała z taka nienawiścią, w jej oczach widział ogień.
Szybko przeszła obok niego i udali się do swojego pokoju.
-Dlaczego, nie chciała ... – zdziwił się
Makan patrzył za nią jak znika.
Pablo poznawał to jego spojrzenie, coś mu się nie podobało.
Komentarze (1), Dodaj